niedziela, 29 czerwca 2008

"Halo,Halo!" - czyli jak olać "operatorstwo"


Jeszcze mój pierwszy post na temat naszych narcystycznych operatorów komórkowych nie ostygł do końca a tu proszę – rodzi się całkiem sensowna alternatywa dla tych wyjadaczy nadziei.

VoIP, bo o tym mowa, jest coraz popularniejszą formą komunikacji (chociaż wciąż niedocenianą u nas w kraju - jak podaje chociażby Dziennik Internautów). Dobre wieści są takie, że i w Polsce pracuje się nad rozwojem tego tworu. Gdańska firma Datera wprowadza swoje oferty, nowe technologie i pomysły. Więcej o tym przeczytamy na gazeta.pl. Sprawa zaciekawiła mnie na tyle, że przyjrzałem się temu pomysłowi bliżej. To co sprzyja rozwojowi tej technologii to lekceważące podejście operatorów. Nie widzą w tym zagrożenia, a to pozwala na spokojny, za to systematyczny rozwój. Takie wchodzenie na teren posiadłości tylną furtką, bez wzbudzania podejrzeń. Widzicie ten potencjał? Już obecnie sama oferta przedstawiona przez Daterę jest interesująca, ale nie oznacza to, że musimy poprzestawać na niej. ;) „Ale nie uprzedzajmy faktów” (jak to mawia imć Wołoszański). Kluczową sprawą w wypadku VoIP jako konkurenta dla typowej telefonii komórkowej jest Wi-Fi w aparacie. Na Allegro ceny nowych telefonów z tym „gadżetem” zaczynają się już od około 500zł – a co więcej są to telefony SPV wyposażone w system Windows Mobile. Co to oznacza dla nas? Ano to, że nie jesteśmy skazani na Daterę a w takim telefonie możemy bez przeszkód zainstalować Skypa (czy inny komunikator) w odpowiedniej wersji, a to już daje całkiem sensowne możliwości nawet dziś. A z każdym rokiem przybywa więcej HotSpotów (jako droga promocji miasta, czy forma przyciągnięcia klientów przez sklepy, hotele, restauracje itp), postęp technologiczny będzie nas coraz szybciej zalewał telefonami wyposażonymi w Wi-Fi (także prędzej czy później telefon z tą technologią komunikacyjną w nasze lepkie łapki trafi - czy to poprzez przedłużanie/podpisywanie nowej umowy z którymś z operatorów, czy po prostu poprzez kupno nowego aparatu „bo stary się popsuł” a z czegoś smsy wysyłać trzeba), więc perspektywy są nadzwyczaj obiecujące. Grunt to by wybrać rozsądnie – tj. smartfona do którego będziemy mogli doinstalować skypa czy inny komunikator. W ramach takiego zawsze się dogadamy ze znajomymi (jak nie mają by sobie doinstalowali), a rozmowa „międzykomunikatorowa” zawsze będzie za free. Dla mnie ekstra.

Naturalnie takie rozwiązanie ma swoje wady – przez najbliższe lata mimo wszystko będą problemy z zasięgiem, a samo wyjście z jednej sieci i wejście w zasięg drugiej wiąże się z rozłączeniem połączenia (więc i przerwaniem rozmowy). Nie musimy się już jednak bać „geniuszu” zapatrzonych w siebie monopolistów z polskich sieci komórkowych. Rośnie nam powolutku ciekawa alternatywa dla ich niby lepszych, a coraz cwańszych ofert i wiecie co? Jakoś lżej mi na duszy, że nie jestem na nich skazany. ;) Jednak „więcej”, czasami wciąż znaczy ”lepiej”. Tylko czasem nie powtarzajcie tego tym oszołomom, bo znowu coś wymyślą...

sobota, 28 czerwca 2008

Z armatą na wróbla

Głośno ostatnio o akcji w gdańskich akademikach – nalocie policji na piratów. Fakt, że info już nieco przedawnione, ale wnioski nadal aktualne, a że coraz częściej słyszy się o „walce z piractwem”, może warto rzucić na to nieco więcej światła.

Mimo, że od nalotu upłynęło już nieco czasu wciąż nic nie jest jasne na pewno. Nie ma oficjalnych wypowiedzi a relacje świadków nie raz zaprzeczają same sobie. To, czego jestem absolutnie pewien to tego, że policja nie wybierała pojedynczych osób na „chybił trafił” i że w każdym przypadku miała nakaz. Od kolegi wiem, że w gdańskich akademikach mają łącza 1Mbit/osobę (pokój) – takie łącze na własny użytek aż kusi by co nieco „possać” ;) Dodatkową sprawą jest zaświadczenie, które należy podpisać przed udostępnieniem internetu – że nie będzie się ściągać i rozpowszechniać pirackiego oprogramowania itd (ciche ostrzeżenie o monitoringu sieci). To wszystko razem zebrane do kupy daje nam w miarę jasny obraz sytuacji – zbiorowisko studentów z dostępem do dobrego internetu i podpisane zaświadczenie dające otwartą w zasadzie furtkę do kontroli policji. Mundurowi mieli ich na tacy – coś jak rzeźnik w kurniku. Lekkomyślność nie popłaca.

Jako że nie jestem zwolennikiem piracenia mógłbym w zasadzie tutaj skończyć mój wywód gdyby nie jedna kwestia. Jaka? Ano nie podoba mi się to wszystko. Czemu? Bo poza tą śliczną otoczką pięknej akcji rozlewają się kolejne, tak typowe dla naszego kraju, fale absurdu. Miałem już okazję poznać metody działania naszej kochanej policji i nie ma słowa by to określić. Otóż miałem swego czasu znajomego – było to 4-ry lata temu – który miał nalot. Gość miał w domu około 500 płyt CD – wszystkie z filmami ściągniętymi z sieci. Ani policja ani sąd nie uznali ich za płyty pirackie! Z jednej strony to dobrze (dla niego) ale z drugiej ocieramy się o paranoję bo za pirackie uznano płyty... Z czasopism! Z czego większość tych, które miał, pochodziły z CD-Action! Nie mam pojęcia na jakiej podstawie i szczerze to nie wiem, czy zdołał się z tego wybronić przed sądem, gdzie walka toczyla się o każdą płytkę – nawet te z dystrybucjami linuksowymi! Ostatecznie po wyliczeniach strat, jakie spowodował (demagogia), po wybronieniu się z większości zarzutów dostał grzywnę w wysokości 200tys złotych (liczone jako cena programu w sklepie*100). Komputer, który został zarekwirowany (w pokoju stały dwa, nakaz był na jeden) nie został zwrócony, płyty pirackie zostały wszystkie zarekwirowane, a połowa udowodnionych jako legalne „zaginęła” (ciekawe, że głównie lepsze filmy porno). Nie wiem jakie były jego dalsze losy, niemniej nie o tym mowa. Jego historia ukazuje nam świat paranoi – absurdalnych oskarżeń i próby największego zgnojenia człowieka jak się tylko da. Rozumiałbym to gdyby był dystrybutorem – ale on piracił na własny użytek. Nie sprzedawał, nie rozprowadzał.

Do czego zmierzam? Niech rzuci kamieniem we mnie ten, który nie ma na prywatnym komputerze chociaż jednej pirackiej mp3-ki. Wielu z nas nawet nie wie o tym, że ma piracki soft zainstalowany na swojej maszynie – bo komputery nie raz są sprzedawane z już zainstalowanym jako takim. Jeżeli tę myśl połaczymy z wizją z wcześniejszego akapitu... Jezu. Toż oni mogą w ten sposób zgnoić często niewinnych ludzi. Bo nie każdy jest świadom i zagrożenia i konsekwencji i samego faktu posiadania nielegalnego softu. (Jak moja mama np, ilekroć jej komputer wracał z serwisu miał zainstalowany piracki windows xp. I co ja niby miałem z tym zrobić? – komp rzecz jasna kupiony z systemem, z linuksem by sobie nie poradziła). Ciekaw jestem, kiedy ludzie zrozumieją, że ogień gasi się wodą, nie ogniem! Priorytetem powinno być podniesienie świadomości społecznej, zmiana realiów, a nie walenie po łbach!

Tych ludzi zwyczajnie porąbało i ich priorytetem nie jest już zwalczenie piractwa jako takiego a dorobienie się na walce z nim poprzez profity z samej walki (obiło mi się o uszy, że organizacje walczące z piractwem dostają 7% prowizji) czy awansu zawodowego. Walka z piractwem – tak. Ale komuś tutaj na mój gust ewidentnie pozmieniały się priorytety. (Podobnie jak amerykańska walka z terroryzmem.. Czołgami... I gdzie są ich terroryści? Ci talibowie czy inni pochowani z dziećmi w domach?)

czwartek, 26 czerwca 2008

Nowy plan "operatorstwa"

Buszując po Necie nie da się nie trafić na kolejne fale absurdu. Najczęściej omijamy je „bez echa” zwyczajnie zmęczeni egocentryzmem i głupotą kolejnych pierdół serwowanych nam przez otaczający nas, skretyniały świat – czasami jednak trafiają się takie „perełki”, że po prostu nie da się przejść obojętnie. No i proszę – kolejna rewelacja!

Mowa oczywiście o planach wprowadzenia opłat za połączenia przychodzące przez polskich operatorów sieci komórkowych. Jak możemy przeczytać w newsie Dziennika Internautów (Klik) Komisja Europejska nie ma zastrzeżeń co do owych planów – „róbta co chceta”. Ok. Taką decyzję jestem w stanie zrozumieć i zaakceptować. Ale za cholery nie ogarniam polityki operatorów, która wykracza nie tylko poza granice ogólnie rozumianej logiki, ale nawet zasad marketingu! Czy operatorzy są aż tak pewni swojej pozycji, że nie przeszkadza im ryzyko utraty klientów? A może są tak zakochani w swoich ofertach i zapatrzeni na zawartości swoich kont bankowych, że nie widzą swoich błędów? Fakt, że pieniądz ogłupia, ale aż tak?

Podstawą działalności firm są klienci – to oni muszą kupić nasz produkt, byśmy mogli funkcjonować. Jeżeli firma nie ma klientów – nie ma też firmy. Proste, wie to nawet dziecko. Ale widać nawet dziecko jest mądrzejsze od „geniuszy” myślących nad tym projektem. Ankieta umieszczona w newsie mówi konkretnie – około 85% udzielających się nigdy by się nie zgodziło na opłaty za połączenia przychodzące. Nie jest to zaskakujące, prawda? Mnie też nie dziwi, a operatorom mówi jasno – 85% ich klientów zaprzestanie regularnych połączeń międzysieciowych, co jest głównym dochodem tych sieci. Co to oznacza w praktyce? Albo ogromne straty, albo na tyle wysokie opłaty, by te straty się wyrównały – czyli wyższe opłaty abonamentowe i za połączenia. Ekstra. A po co w ogóle ten cały projekt? Wiadomo, co chodzi im po główkach – pieniądze. Gdy połączymy fakty i ostatnie newsy wychodzi na to, że ma to bezpośredni związek z planami operatorów co do wprowadzenia telewizji cyfrowej – zwyczajnie szukają zwrotów kosztów takiej inwestycji, a że ich plany prowadzą do założenia jednej, wspólnej firmy, która by taką usługę wyprowadziła, pomysł opłat za połączenia przychodzące nie ma więc na celu eliminacji konkurencji, co jest jedną z długofalowych, teoretycznych ewentualności takiego postępowania. Skoro opłaty mają być za połączenia przychodzące z innych sieci, ludzie prędzej czy później zaczną przechodzić do jednej. Ale której? No właśnie... „Operatorstwo” nie miałoby w żaden sposób nad tym kontroli więc chodzi tutaj o coś innego. O co? A o zwrot kosztów inwestycji: nadajniki TV kosztują, odbiorniki kosztują, umowy licencyjne kosztują, podatki kradną... Ekhm... A więc chodzi o to by opłacić ich inwestycje. Już żalili się, że ich na to nie stać. I co dalej? A typowo „polityckie” podejście do sprawy – skoro nie stać ich to kogo stać? No kogo? Aaaaa... No tak... Nas.... Ok, pomysł dobry (w końcu już sprawdzony), ale tylko na papierze, bo chyba do nich nie dociera, że tracąc klientów stracą też odbiorców nie tylko ich taryf ale także planowanej telewizji cyfrowej?

Co prawda argumentują swój pomysł tym, że w USA się ten system sprawdził. Super. Tylko co mnie to – przeciętnego Kowalskiego – kurde obchodzi? Ja żyję w Polsce, nie w USA! To, co się sprawdziło tam, wcale nie musi się sprawdzić tutaj – i się nie sprawdzi. Czemu? Bo polityka tam inna, bo nastawienie ludzi tam inne, bo podejście operatorów tam inne... Bo. Ludzie! Tam jest inny rynek! Tam są inne realia! Ale co mi tam... Jak wprowadzą swój super plan w życie przestanę odbierać telefony i problem rozwiąże się sam. Po prostu szlag mnie trafia jak obserwuję zachłanność i głupotę ludzi. I traktowanie nas jak bandy idiotów, którzy zgodzą się na wszystko. Ale z drugiej strony czytając ten news nowego znaczenia nabierają czyjeś słowa (nie pamiętam czyje): „ludzie dążą do samozniszczenia”. Jak widać nie potrzebujemy wojen, broni ani kosmitów by popsuć coś, co działa. Wystarczy jeden stół (niekoniecznie okrągły) i banda oszołomów. Tak – możemy czuć się dumni :-)